sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 62.

-Masz coś fajnego?- spytałam siedząc po turecku na podłodze i przeglądając jedno z pudełek z płytami. Szukaliśmy jakiegoś fajnego horroru, który moglibyśmy obejrzeć.
-"Nieznajomi"? - zaproponował podnosząc wzrok znad płyt.
-Zwariowałeś? - spytałam, udając lekko oburzoną. - Wiesz o czym jest ten film? - dodałam, widząc zdezorientowaną minę Justina.
-Nie, o czym? - spytał, patrząc na mnie uważnie.
-O parze, która jest sama w domku, na kompletnym odludziu, a w środku nocy ktoś puka do ich drzwi. Chyba nie muszę dodawać, że ten ktoś okazał się jakimś psycholom. - Streściłam krótko film. - Początek brzmi trochę znajomo, nie? - dodałam, na co oboje się zaśmialiśmy. - Więc lepiej go nie włączajmy, bo znając mnie, będę po nim panikować przy każdym dźwięku przypominającym pukanie do drzwi - skwitowałam, uśmiechając się.
-Wiesz co, masz rację. Ten film sobie lepiej odpuścimy - powiedział Jus i oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Dobra, to szukamy dalej. - Zaśmiałam się, ponownie przerzucając wzrok na płyty. Szukałam tytułu, który przyciągnąłby moją uwagę.
-Może "Klątwa?". Niby taki znany film, a ani razu go nie oglądałam - powiedziałam, patrząc na Justina.
-A wiesz, że ja też nie? - Uśmiechnął się. - No to włączamy to - dodał i wziął ode mnie płytę, wkładając ją do laptopa.
Oparłam nasze poduszki o kanapę i poprawiłam koc na dywanie, żeby było nam miękko. Po chwili na monitorze pojawił się włączony przez nas film, a obok mnie położył się Justin. Przykryliśmy się kołdrą, a ja oparłam głowę o jego ramię. Spojrzałam jeszcze na wyświetlacz telefonu, sprawdzając godzinę. Było kilka minut po drugiej w nocy. Byłam już lekko śpiąca, ale nie na tyle, żeby zasnąć.
Odłożyłam komórkę z powrotem na bok, a sama przytuliłam się do chłopaka, przerzucając swój wzrok na ekran.
*
-Jezus Maria - niemal pisnęłam, zakrywając oczy dłońmi, kiedy w filmie pojawiła się jedna z tych strasznych scen. Lubiłam horrory, ale oglądanie ich..było dla mnie czasami wyzwaniem. A do tego teraz. W końcu jesteśmy tu tylko i wyłącznie w dwójkę, jest środek nocy, a wszystkie światła w domu są pogaszone. Przyznam bez bicia, że serce momentami maksymalnie mi przyspieszało, a w głowie pojawiały się przerażające wizje.
Justin zaśmiał się pod nosem, nieco osuwając po poduszce na dół i układając się wygodniej.
-Czy ciebie żaden film nie rusza? - spytałam i spojrzałam na niego, uśmiechając się.
-Najwyraźniej nie - odparł z uśmiechem, a ja charakterystycznie cmoknęłam, ponownie układając głowę na poduszce i uśmiechając się.
Niekontrolowanie momentami mocniej wtulałam się chłopaka, jednocześnie zamykając oczy. Cóż, nie ukrywajmy, byłam kiepską fanką horrorów.
Nawet nie zorientowałam się kiedy zaczęłam powoli zasypiać, a moje oczy samoistnie się zamykały. Co chwilę starałam się, nie zasypiać i otwierałam szerzej oczy, wpatrując się w film, jednak z każdą minutą robiłam się coraz bardziej senna.
*
Kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, Justin podniósł się, chcąc wyłączyć film.
-Miley, śpisz? - spytał niemalże szeptem, spoglądając na nią. Dziewczyna najwyraźniej zasnęła już w połowie filmu. Jus zaśmiał się cicho, kręcąc głową i wyłączając laptopa. Chłopak ułożył jedną z poduszek na dywanie, po czym bardzo delikatnie przeniósł na nią Miley, starając się aby jej nie obudzić.
Justin przeniósł obok drugą poduszkę, po czym sam się na niej położył, tuż obok Mils. Przykrył ich obojga kołdrą, wsuwając jedną dłoń pod poduszkę i przymykając powieki.
*
Obudziłam się w środku nocy, czując, że muszę do toalety. Podniosłam się na łokciach, spoglądając na bok, na śpiącego Justina. Już chciałam wstawać, kiedy momentalnie przed oczami pojawiły mi się obrazy z wcześniej oglądanego horroru. Czułam jak moje serce przyspiesza i karciłam się w myśli za swoją głupotę. Horrory zdecydowanie źle na mnie działały. Wzięłam do ręki swój telefon i zerknęłam na jego wyświetlacz. Była prawie czwarta. Przygryzłam dolną wargę, czując, że coraz bardziej chce mi się do toalety.
-No i po co ja piłam przed snem - mruknęłam sama do siebie. Poświeciłam światłem z wyświetlacza komórki po pokoju, chcąc zobaczyć cokolwiek w tych ciemnościach. Każdy cień, wszystko, co w ciemności przypominało jakąś postać przyprawiało mnie o ciarki i szybsze bicie serca. A do tego wszystkiego ta przenikliwa cisza w której nawet najdrobniejszy szmer przyprawiał mnie o mini zawał serca. Stwierdziłam, że sama na pewno nie pójdę na górę do łazienki, nie ma nawet takiej opcji.
-Justin - szepnęłam i lekko go szturchnęłam, starając się go obudzić. -Justin - powiedziałam już głośniej, lekko klepiąc go po policzku. -No obudź się - dodałam jeszcze głośniej.
-Co się stało? - mruknął w końcu zaspany, nawet nie otwierając oczu.
-Chodź ze mną do łazienki - powiedziałam cicho, na co Jus trochę się rozbudził. Otworzył oczy, przecierając dłonią twarz.
-Co? - spytał, marszcząc czoło i patrząc na mnie jak na wariatkę.
-No muszę iść, a sama się boję - odpowiedziałam.
-Miilley - przeciągnął i przyłożył twarz do poduszki.
-No proooszę - powiedziałam jak najsłodziej umiałam i położyłam dłoń na jego ramieniu. Przez chwilę Justin nie ruszał się ani nie odzywał. Już miałam prosić go kolejny raz, kiedy zaczynał się podnosić.
-Masz dożywotni zakaz oglądania horrorów - mruknął, podnosząc się z podłogi. Uśmiechnęłam się pod nosem, również wstając. Od razu złapałam chłopaka za rękę, trzymając jego dłoń tak mocno, jakby zza rogu naprawdę miał zaraz wyjść jakiś duch czy psychol z siekierą.
Kiedy w końcu podeszliśmy do ściany i zapaliliśmy światło, zrobiło się o wiele lepiej, chociaż w tej mojej pustej główce wciąć wyobrażałam sobie sytuacje rodem z horrorów. Spojrzałam na Justina i mimowolnie się uśmiechnęłam.
Miał słodko roztrzepane włosy i prawie zasypiał na stojąco, mimo wszystko nie puszczając mojej dłoni i "dzielnie" idąc ze mną na górę.

-Dobra, poczekaj chwilę - powiedziałam, kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami łazienki.
-Mhm - mruknął cały czas zaspany i oparł się o ścianę. Weszłam do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Niemalże tempem ekspresowym wysikałam się i wręcz wybiegłam z pomieszczenia, nie chcąc nawet patrzeć na małe lustro na wiszącej szafce.
-Przeżyłaś? Nikt ani nic cię nie zaatakowało? - spytał od razu chłopak, ziewając i odchodząc od ściany.
-No bardzo śmieszne - powiedziałam, chociaż sama miałam ochotę wyśmiać swoją paranoję. Podeszłam do chłopaka, ponownie łapiąc go za dłoń i schodząc z nim do salonu.

Kiedy wróciliśmy do "łóżka", poczułam się jakbym wróciła do domu po niesamowicie niebezpiecznej akcji. Przykryliśmy się kołdrą, a ja od razu wtuliłam się w chłopaka, chcąc nie myśleć o tym, że za chwilę mogę usłyszeć pukanie do drzwi.
-Ale nie zasypiaj no - szepnęłam po chwili.
-Miley, błagam cię - mruknął, a ja słyszałam po jego głosie, że już teraz zasypiał.
-No, ale ty zaśniesz, a ja nie i będę się schizować.
-Jak cię coś zaatakuje to mnie obudzisz - odparł.
-Strasznie śmieszne - odpowiedziałam sarkastycznie, chociaż tak naprawdę się uśmiechałam.
-Błagam, jest czwarta w nocy - powiedział, lekko się przesuwając.
-Czwarta to już nie noc, tylko nad ranem - usprawiedliwiłam się.
-Co nie zmienia faktu, że jest jeszcze ciemno i wszyscy normalni ludzie jeszcze śpią - odparł, wtulając głowę w poduszkę.
Nie mając już tak naprawdę żadnych argumentów, przymknęłam powieki usiłując zasnąć.
*
Nie minęło nawet dziesięć minut, kiedy Miley zasnęła. Przez ten strach nie czuła nawet, że jest taka śpiąca. Można powiedzieć, że role trochę się odwróciły i wyszła z tego lekka ironia.
Justin westchnął po raz kolejny zmieniając pozycję. Był tak cholernie śpiący, ale przez zagadywanie Mils kompletnie się rozbudził, a teraz nie potrafił zasnąć. Przyszło mu do głowy, że skoro teraz oboje nie potrafią zasnąć, to mogliby to w pewien sposób wykorzystać.
Włożył jedną dłoń pod kołdrę, kładąc ją biodrze dziewczyny, która aktualnie leżała odwrócona do niego tyłem. Przysunął się do niej bliżej, lekko się podnosząc.
-Miley, dalej nie chce ci się spać? - szepnął, wysuwając swoją dłoń spod kołdry i odgarniając nią włosy Mils z jej szyi.
-Bo mi się chyba odechciało spać - mruknął, przybliżając swoją twarz do jej szyi i wtapiając ją w jej włosy. Dłonią pogładził delikatnie jej ramię.
-Miley? - powiedział po chwili wątpliwie i podniósł się nieco bardziej, spoglądając na Mils. Dopiero teraz zorientował się, że dziewczyna śpi.
Chłopak westchnął, odsuwając się i opadając na poduszkę.
-Najpierw mnie rozbudza, a teraz sama zasypia - powiedział sam do siebie, patrząc w sufit. Wziął głęboki oddech, odwracając się na bok i wtulając w dziewczynę.- Wredota - mruknął jeszcze, uśmiechając się i zamykając oczy.
*
Obudził mnie mój dzwoniący telefon. Zaspana przetarłam oczy i podniosłam się na łokciach zerkając na wyświetlacz. Dzwoniła Megan. Widząc, że Justin się nie obudził, szybko odebrałam telefon i wygrzebałam się z pościeli, idąc do kuchni.
-Coś się stało, że dzwonisz tak rano? - spytałam, wyjmując z szafki szklankę i kładąc ją na blat.
-Rano? Nie wiem czy wiesz, ale jest prawie trzynasta - powiedziała i zaśmiała się się, a ja momentalnie spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Faktycznie było już tak późno!
-No to w nocy musiało się dziać, skoro tak późno wstałaś - powiedziała, a ja oczami wyobraźni widziałam jak zadziornie się uśmiecha. Wlałam soku do szklanki i usiadłam na wysokim krzesełku przy blacie.
-Nic nie było - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się pod nosem, obracając w dłoni szklankę.
-No eeej bujasz - powiedziała, na co ja cicho się zaśmiałam.
-No mówię prawdę - przytaknęłam, po czym wzięłam łyk soku jabłkowego.
-Ale dlaczego?
-No...bo tak generalnie to..zasnęłam - powiedziałam, na co obie jak na zawołanie parsknęłyśmy śmiechem.
-Oj Miley ty idiotko - powiedziała śmiejąc się.
-No dzięki. - Ponownie parsknęłam śmiechem. -Ej dobra ja kończę zrobić coś do jedzenia, jak chcesz do zadzwoń później, pa - dodałam.
-Okej, pa - odpowiedziała, a ja rozłączyłam się, kładąc komórkę na blacie, a sama wstając. Dopiłam do końca swój sok i odwróciłam się wychodząc z kuchni, aby sprawdzić czy Jus dalej śpi. Będąc już przy wyjściu, usłyszałam za sobą głośny trzask. Aż podskoczyłam, a serce dosłownie podeszło mi do gardła. Odwróciłam się ponownie w stronę kuchni i zobaczyłam szklankę, którą wcześniej położyłam na blacie, leżącą na podłodze, roztrzaskaną na małe kawałki.
Przez moment wręcz sparaliżowana wpatrywałam się w podłogę, nie potrafiąc ułożyć sobie tego w głowie. Jakim cudem ona zleciała? Czułam jak moje serce przyspiesza. W tym momencie poczułam czyjąś dłoń na swoich plecach i dosłownie pisnęłam, gwałtownie się odwracając. Widząc przed sobą Justina, dosłownie odetchnęłam z ulgą.
-To tylko ja, spokojnie. - Zaśmiał się, dając mi buziaka w policzek. - Co się stało? - spytał po chwili, patrząc na rozbitą szklankę.
-No..własnie nie wiem - wydukałam po chwili, patrząc bezmyślnie ciągle w to samo miejsce. - Postawiłam tą szklankę na blacie, odeszłam i ona nagle zleciała. Nie wiem jak to się w ogóle stało - dodałam i złapałam się za czoło.
-Pewnie położyłaś ją za blisko krawędzi i zleciała - odparł i wzruszył ramionami, wchodząc do kuchni i zbierając z podłogi większe kawałki szkła.
-Ta..pewnie tak - powiedziałam i pokręciłam głową, chcąc wyjść w końcu z tego bezsensownego szoku. Podeszłam do Justina i pomogłam mu posprzątać.
*
-Długo jeszcze? - spytał, opierając się o ścianę i czekając na mnie.
-No chwila - mruknęłam, chowając do torebki telefon. Mieliśmy zamiar pojechać do pobliskiego miasteczka. Pamiętam je z dzieciństwa. Tam było zupełnie inaczej niż w wielkich miastach. Można powiedzieć, że tam ciągle trwał mini festyn, a wszyscy byli tam tak cholernie życzliwi.
-Dobra, możemy iść - powiedziałam wychodząc. Zamknęłam za nami drzwi na klucz i schowałam go do torebki.
Podbiegłam do Justina, którzy trzymał w dłoni kluczyki od samochodu i wyrwałam mu je.
-Ja prowadzę. - Uśmiechnęłam się zwycięsko i otworzyłam samochód, naciskając przycisk. -No co? - spytałam, widząc jak Jus stoi w miejscu.
-Obiecujesz, że przeżyję to jazdę? - spytał uśmiechając się.
-Spadaj. - Zaśmiałam się, wsiadając do samochodu. Odgarnęłam swoje włosy na bok, wkładając kluczyk do stacyjki. Odwróciłam głowę i spostrzegłam, że Justin uważnie mi się przygląda.
-No nie patrz tak na mnie, bo mnie peszysz. Nie martw się potrafię prowadzić i posiadam prawo jazdy, nie zabiję nas - powiedziałam z uśmiechem.
-No okej okej. - Uniósł demonstracyjnie dłonie, po czym zapiął swój pas.
*
-Z chęcią bym tu zamieszkał, to miejsce jest świetne - powiedział, kiedy chodziliśmy po rynku, pomiędzy coraz to innymi turystycznymi atrakcjami. Udało nam się już zaliczyć lodowisko i grę w hokeja stołowego.
-Ja też. Tu jest zupełnie inaczej niż w tym wielkim mieście, można w końcu odpocząć. - Westchnęłam, rozglądając się. -Chodźmy tutaj - powiedziałam po chwili entuzjastycznie, widząc mały stragan z biżuterią. Miałam słabość do takich rzeczy. Wiadomo, że lubiłam drogą, złotą biżuterię i tak dalej, jak każda kobieta, ale do takie tanie błyskotki dosłownie uwielbiałam, kojarzyły mi się z dzieciństwem.
Podeszłam pierwsza, puszczając dłoń Justina. Od razu zaczęłam oglądać wszystkie po kolei, mając ochotę kupić wszystko.
-Nie wiedziałam, że przyjeżdżają tu tak ładne dziewczyny. - Usłyszałam po chwili i podniosłam głowę znad biżuterii, spoglądając na bruneta stojącego przede mną, który najwyraźniej pilnował właśnie tego stoiska. Uśmiechnęłam się, odgarniając włosy za ucho.
W tym momencie poczułam dosyć mocne uściśnięcie na plecach. Odwróciłam głowę i spostrzegłam, że to Jus. Podszedł do mnie i mocno mnie objął, niemal zabijając wzrokiem wcześniej wspomnianego chłopaka, który natomiast wciąż się uśmiechał.
-No więc coś ci się podoba? - spytał, a ja ponownie spojrzałam na przedmioty leżące przede mną.
-To jest śliczne. - Wzięłam do ręki długi wisiorek i podniosłam go, obracając w dłoni.
-Prawie tak jak ty. - Chłopak odparł, posyłając mi słodki uśmiech.
-Dziękuję - odparłam nieśmiało, spuszczając wzrok. Po chwili spojrzałam na Justina, który wyraźnie denerwował się coraz bardziej. Widziałam jak tłumił w sobie złość, a ja miałam wrażenie, że zaraz podejdzie do tego chłopaka i go uderzy.
-To jak będzie, piękna? Zdecydowałaś się na co? - spytał.
-Odpierdol się, dobra? - warknął Jus, a ja od razu obdarzyłam go karcącym spojrzeniem.
-Chciałem po prostu być miły. - Chłopak uniósł demonstracyjnie dłonie, nie przestając się uśmiechać, co chyba najbardziej wyprowadzało Justina z równowagi.
-To uważaj, żeby nie dostać kiedyś za to porządnie w mordę.
-Justin - powiedziałam cicho i pociągnęłam go za rękę. Napięcie dało się chyba wyczuć na kilometr.- Uspokój się - dodałam.
-Posłuchaj swojej dziewczyny. - powiedział z cwanym uśmiechem na ustach.
-Skończ tą dyskusję - powiedziałam do Jus'a, czując, że za chwilę może dojść do rękoczynów.
-To sobie tu z nim zostań i najlepiej się z nim umów - warknął oschle i wyrwał swoją dłoń z mojego uścisku, szybkim krokiem odchodząc.
-Justin! - krzyknęłam za nim. -Przepraszam - dodałam jeszcze do chłopaka, odkładając wisiorek i biegnąc za Justinem.
-Justin do cholery, przecież ja nie zrobiłam nic złego - powiedziałam desperacko, kiedy dobiegłam w końcu do chłopaka. Był wściekły.
-Jakoś specjalnie nie przeszkadzało ci, jak cię podrywał. No idź do niego, zapisz mi swój numer.
-Jezu - mruknęłam, przykładając dłoń do czoła. - A co miałam zrobić? Nawrzeszczeć na niego za to, że prawi mi komplementy?
Szatyn jedynie parsknął ironicznym śmiechem, wkładając ręce do kieszeni i idąc w kierunku miejsca, gdzie stał nasz samochód.
-I co, teraz wracamy obrażeni do domu, tak? - spytałam.
-Możesz sobie do niego wrócić, nie bronię ci, droga wolna - odparł oschle. W tym momencie doszliśmy do samochodu. - Kluczyki - warknął, stając miejscu i wystawiając dłoń. Przez moment stałam w miejscu, patrząc na niego tępym wzrokiem. - No daj mi te cholerne kluczyki - syknął.
Teraz to i ja byłam wściekła. Nie miał prawa robić mi wyrzutów, bo ja nie zrobiłam nic złego. Wyjęłam z torebki kluczyki do samochodu i niemal mu je rzuciłam, podchodząc do auta i wsiadając do niego, kiedy Jus je otworzył. Trzasnęłam drzwiami, zakładając ręce na piersi i wlepiając wzrok w przednią szybę.
Żegnamy miłe popołudnie.
*
Weszłam pierwsza do domu, zdejmując buty i kurtę. Nie miałam zamiaru siedzieć z nim w jednym pokoju, więc od razu udałam się do góry, wchodząc do sypialni. Trzasnęłam z impetem drzwiami, rzucając swoją torebkę na podłogę. Byłam niesamowicie zdenerwowana. Jeszcze gdyby naprawdę miał powód do robienia mi wyrzutów, ale do cholery, to nie ja podrywałam jego, tylko on mnie, a to jest duża, zasadnicza wręcz różnica.
Wyjęłam z torby telefon, zerkając na jego wyświetlacz. Było już po osiemnastej. Weszłam w swoje kontakty wybierając numer Megan.
-Nie uwierzysz co ten hipokryta odwalił - powiedziałam na wstępie, kiedy tylko odebrała.

Po prawie godzinnej rozmowie z przyjaciółką poczułam się jakoś tak lepiej. Wygadanie się komuś zawsze pomaga. Odłożyłam komórkę na bok i westchnęłam, wstając z łóżka. Po cichu otworzyłam drzwi od sypialni, przechodząc do łazienki. Chciałam po prostu wziąć kąpiel, odprężyć się i iść spać. Nie miałam najmniejszej ochoty znów się z nim sprzeczać.

Wykąpana i przebrana zeszłam na dół. Nie miałam zamiaru z nim spać, więc chciałam zabrać swoją pościel i iść spać do sypialni. Wolałam spać już na tym przeklętym łóżku sama, niż na dole z nim. Schodząc, zauważyłam, że Justin leży na kanapie z słuchawkami w uszach.
Podeszłam do miejsca w którym była rozłożona pościel i zaczęłam zbierać swoją poduszkę i kołdrę. Kątem oka zauważyłam jak Jus wyjmuje z uszu słuchawki.
-To już nawet ze mną nie śpisz? - spytał oschle.
-Nie mam zamiaru się znowu z tobą kłócić - odpowiedziałam, biorąc do ręki swoją poduszki.
-Masz rację, idź lepiej do niego - powiedział a ja nie wytrzymałam, puściły mi nerwy. Upuściłam poduszkę i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Jesteś pieprzonym hipokrytą! - niemal wrzasnęłam. Chłopak od razu wstał, stając przede mną.
-Tak? Ciekawe - warknął.
-Tak, właśnie tak. Co, już zapomniałeś o tej szmacie Marie? Szybko. Ale wyobraź sobie, że ja doskonale pamiętam - powiedziałam z pogardą, patrząc mu prosto w oczy.
-Masz zamiar wypominać mi to teraz za każdym razem? - spytał, patrząc na mnie pogardliwie.
-Wtedy kiedy będzie trzeba, bo ja w przeciwieństwie do ciebie nigdy cię nie zdradziłam - powiedziałam już ciszej, kładąc nacisk na każde wypowiedziane przeze mnie słowo.
-Ale to nie znaczy, że nie możesz tego zrobić - odparł, wyraźnie nie chcąc drążyć tematu Marie.
-Tak samo jak i ty możesz zrobić to drugi raz! I co? Teraz mamy przestać sobie ufać? - spytałam, patrząc na niego z wyrzutem. Przez chwilę oboje milczeliśmy.
-Może - odpowiedział, patrząc na mnie pustym wzrokiem. Czułam jak zaczyna zbierać mi się na płacz. -Ja pójdę spać na górę - dodał, zabierając z podłogi jedną z poduszek i tak po prostu mnie zostawiając.
_____________________________________________________________________
Wiem wiem wiem wiem, taaak wiem na co większość z was czeka, no ale..no nie mogłam się powstrzymać, żeby jeszcze was przetrzymać :D Czy jeśli powiem, że NA PEWNO to zrobią w tym domku, to mnie teraz nie zamordujecie? Haha :D
Nawet nie wiecie co czułam, czytając komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jesteście NIESAMOWITE<333 Stanęłyście za mną murem i wsparłyście mnie, kiedy tak bardzo tego potrzebowałam <3 Jesteście kochane, traktuje was jak rodzinę <3 Chyba jedynym sposobem na odwdzięczenie się wam są rozdziały, które dodaje. Dlatego mam nadzieję, że was nimi nie zawodzę<3 Przysięgam, że gdybym mogła to wszystkie was bym wyściskała<3

Postaram się dodać następny rozdział jak najszybciej, ale z góry muszę was uprzedzić, że w tygodniu nie da rady, bo mam go tak zawalonego kartkówkami i sprawdzianami, że nie dam rady. Ale może na weekend <3

+ Zapraszam także na mój drugi blog - love-is-not-easy-baby.blogspot.com. Będę wdzięczna za każdy komentarz :)

Do następnego<3